sobota, 28 maja 2016

Rozdział 38

Na ostatniej lekcji miałam wychowanie fizyczne, szczerze nie miałam ochoty na 45- minutowe bieganie w okół szkoły, było 28 stopni i zero chmur ,pogoda idealna ,ale nie na bieganie.

-No to co dziewczynki? Biegamy! - rozległ się głos nauczyciela

-Niee!- krzyknęłyśmy chórem - Proszę pana , wie pan ile jest stopni? - dodałam

-Tak wiem, idealna pogoda na bieganie

-No proszę pana... pograjmy w siatkówkę

-Taak ... Prosimy! - zgodziły się ze mną

-A wszystkie będziecie ćwiczyć? - jego wzrok spoczął na najmniej aktywnej i zarazem najbardziej wnerwiającej dziewczynie z klasy

-yy no dobrze - powiedziała jakby jakąś laskę robiła,a ja myślałam ,że jej zasadzę prawego sierpowego.

-Ale ta laska działa mi na nerwy - warknęłam do Emmy

-Nie tylko tobie - zaśmiała się

-No dobra to idziemy na sale- zarządził pan

Po dobrze rozegranym meczu ,było mi bardzo gorąco ,a waniliowy rożek to jedyne o czym teraz myślałam , więc poszłam do sklepiku.

Zadowolona z zakupu szłam przez korytarz szkolny , gdy zobaczyłam Rossa ,który szedł na przeciwko mnie ze swoją koleżanką. Popatrzyłam się na niego ,a on nawet na mnie nie spojrzał. Przeszedł obojętnie patrząc przed siebie.

-O co się obraził? - podleciała do mnie Weronika

-Nie wiem... nie mam pojęcia - powiedziałam przez łzy

-Ale cie zlał ... było widać na kilometr - dodała

-Wero... pro... - chciałam coś powiedzieć ,ale nie mogłam ,coś ściskało moje gardło. Czułam ,że zaraz z oczu polecą mi strumienie łez.

-Możesz ją zostawić? - wtrąciła Emma - Może miał po prostu zły dzień, nie pomyślałaś o tym? Bella ,nie słuchaj jej.

-Spokojnie - dodała po chwili ,gdy zobaczyła pierwszą łzę spływającą po moim  policzku - Odprowadzić cię do domu?

-Nie trzeba, ale dzięki - odpowiedziałam, po dłuższej chwili ,słabo się uśmiechając

Przez całą drogę powstrzymywałam łzy , na dodatek mój młodszy brat ,cały czas się mnie o coś czepiał ,a na sam koniec pobił mnie ,ale ja nie byłam dłużna. Nie chciałam się z nim szarpać ,ale nie miałam już siły, chciałam gdzieś rozładować złość i smutek i padło na niego.

Po naszej "bitwie" rozpłakałam się jak małe dziecko. Płakałam dobre 45 minut . Ale dlaczego? Nigdy nie płakałam po naszych walkach, znaczy nie ,aż tak bardzo jak dzisiaj. Co mnie napadło ,tego nie wiem.

Nie rozumiałam też jednego , dlaczego gdy Ross mnie zignorował to tak bardzo mnie zabolało? Przecież to jest tylko mój przyjaciel , a ja to jego przyjaciółka ,albo raczej tak mi się zdaję ,bo może jestem dla niego tylko znajomą.

Gdy już się uspokoiłam ,dotarło do mnie ,że nie powinnam bić się z bratem. Było mi z tego powodu smutno i chciałam się z nim pogodzić. Poszłam do niego do pokoju ,bez żadnego słowa ,usiadłam obok niego ,a on się do mnie przytulił. Ja przytuliłam go mocniej ,a słona ciecz zaczęła wypływać z moich oczu.

-Bella, proszę Cię nie płacz już - powiedział mimo ,że miał tylko 7 lat ,czasami przerastał mądrością starszych od siebie

-Dobrze ,dla ciebie - odpowiedziałam z uśmiechem

***

I CO MYŚLICIE?? JAK WAM SIĘ PODOBA?? :D

CZY ABY NA PEWNO ROSS JEST TYLKO PRZYJACIELEM DLA BELLI ? CO SIĘ WYDARZY DALEJ? TEGO DOWIECIE SIĘ W KOLEJNYCH ROZDZIAŁACH :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz