Na ostatniej lekcji miałam wychowanie fizyczne, szczerze nie miałam ochoty na 45- minutowe bieganie w okół szkoły, było 28 stopni i zero chmur ,pogoda idealna ,ale nie na bieganie.
-No to co dziewczynki? Biegamy! - rozległ się głos nauczyciela
-Niee!- krzyknęłyśmy chórem - Proszę pana , wie pan ile jest stopni? - dodałam
-Tak wiem, idealna pogoda na bieganie
-No proszę pana... pograjmy w siatkówkę
-Taak ... Prosimy! - zgodziły się ze mną
-A wszystkie będziecie ćwiczyć? - jego wzrok spoczął na najmniej aktywnej i zarazem najbardziej wnerwiającej dziewczynie z klasy
-yy no dobrze - powiedziała jakby jakąś laskę robiła,a ja myślałam ,że jej zasadzę prawego sierpowego.
-Ale ta laska działa mi na nerwy - warknęłam do Emmy
-Nie tylko tobie - zaśmiała się
-No dobra to idziemy na sale- zarządził pan
Po dobrze rozegranym meczu ,było mi bardzo gorąco ,a waniliowy rożek to jedyne o czym teraz myślałam , więc poszłam do sklepiku.
Zadowolona z zakupu szłam przez korytarz szkolny , gdy zobaczyłam Rossa ,który szedł na przeciwko mnie ze swoją koleżanką. Popatrzyłam się na niego ,a on nawet na mnie nie spojrzał. Przeszedł obojętnie patrząc przed siebie.
-O co się obraził? - podleciała do mnie Weronika
-Nie wiem... nie mam pojęcia - powiedziałam przez łzy
-Ale cie zlał ... było widać na kilometr - dodała
-Wero... pro... - chciałam coś powiedzieć ,ale nie mogłam ,coś ściskało moje gardło. Czułam ,że zaraz z oczu polecą mi strumienie łez.
-Możesz ją zostawić? - wtrąciła Emma - Może miał po prostu zły dzień, nie pomyślałaś o tym? Bella ,nie słuchaj jej.
-Spokojnie - dodała po chwili ,gdy zobaczyła pierwszą łzę spływającą po moim policzku - Odprowadzić cię do domu?
-Nie trzeba, ale dzięki - odpowiedziałam, po dłuższej chwili ,słabo się uśmiechając
Przez całą drogę powstrzymywałam łzy , na dodatek mój młodszy brat ,cały czas się mnie o coś czepiał ,a na sam koniec pobił mnie ,ale ja nie byłam dłużna. Nie chciałam się z nim szarpać ,ale nie miałam już siły, chciałam gdzieś rozładować złość i smutek i padło na niego.
Po naszej "bitwie" rozpłakałam się jak małe dziecko. Płakałam dobre 45 minut . Ale dlaczego? Nigdy nie płakałam po naszych walkach, znaczy nie ,aż tak bardzo jak dzisiaj. Co mnie napadło ,tego nie wiem.
Nie rozumiałam też jednego , dlaczego gdy Ross mnie zignorował to tak bardzo mnie zabolało? Przecież to jest tylko mój przyjaciel , a ja to jego przyjaciółka ,albo raczej tak mi się zdaję ,bo może jestem dla niego tylko znajomą.
Gdy już się uspokoiłam ,dotarło do mnie ,że nie powinnam bić się z bratem. Było mi z tego powodu smutno i chciałam się z nim pogodzić. Poszłam do niego do pokoju ,bez żadnego słowa ,usiadłam obok niego ,a on się do mnie przytulił. Ja przytuliłam go mocniej ,a słona ciecz zaczęła wypływać z moich oczu.
-Bella, proszę Cię nie płacz już - powiedział mimo ,że miał tylko 7 lat ,czasami przerastał mądrością starszych od siebie
-Dobrze ,dla ciebie - odpowiedziałam z uśmiechem
***
I CO MYŚLICIE?? JAK WAM SIĘ PODOBA?? :D
CZY ABY NA PEWNO ROSS JEST TYLKO PRZYJACIELEM DLA BELLI ? CO SIĘ WYDARZY DALEJ? TEGO DOWIECIE SIĘ W KOLEJNYCH ROZDZIAŁACH :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz